środa, 10 października 2012
#3 Nocny bawół, Guillermo Arriaga
Jak na nowo stworzonego bloga czytelniczego mam zaskakującą częstość dodawania nowych postów. Doprawdy, między mikrobami, patomorfą, immunami i snem nie starcza czasu na czytanie "normalnych", mało specjalistycznych książek. A tym bardziej na opisywanie ich. Sięgnęłam więc do zasobów swego beletrystycznego uwielbienia i wyciągnęłam z nich książkę, którą swojego czasu zakupiłam za całe pięć złotych polskich w hipermarkecie na tzw. "taniej książce", a która od pierwszego przeczytania (czytałam chyba ze 3 razy) bardzo zapadła mi w pamięć.
Dzisiaj krótko, kiedyś trzeba się wyspać.
Czym jest szaleństwo? Jak je zdefiniować, a może przede wszystkim- jak w nie nie popaść? Jak radzić sobie z obłędem osoby bliskiej? Odpowiedzi na te pytania nie są domeną książki Arriagi, autora znanego głównie ze scenariuszy filmowych (jeśli kojarzycie "21 gramów" to jesteście na dobrym tropie), ale tematykę psychiki pisarz próbuje nam zdecydowanie przybliżyć. Bohaterowie "Nocnego bawoła"- Gregorio, Tania i Manuel są uwikłani w przedziwną relację męsko-damską, przyjacielsko-miłosną, dość standardowy i oklepany trójkąt. W figurze tej występuje jednak jeden drobny dysonans. Gregorio to człowiek chory, cierpiący na psychozy, zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, a po wyjściu z niego- samobójca. Jego śmierć nie jest jednak pointą ani zamknięciem historii. Nie, mili państwo, to dopiero początek, który bardzo skomplikuje życie pozostałej dwójki.
Mamy więc zdradę i jej konsekwencje. Gregorio zza grobu woła do Tanii i Manuela, nie dając im szansy na wreszcie jawny związek i spokojną kontynuację romansu. Robi to na różne sposoby, ujawniając przy okazji sekrety, które bardzo komplikują życie bohaterów. Umarli z reguły nie mówią, u Arriagi robią mały wyjątek. W jaki sposób? Trzeba przeczytać i przekonać się samemu.
Pomijając warstwę dreszczykowo-miłosną, Guillermo stawia na ukazanie powolnej drogi spadku człowieka z krawędzi szaleństwa w czarną otchłań. Oraz z krawędzi życia w obłęd. Dodatkowo uświadamia nam, że często nie zdajemy sobie sprawy, kto jest dla nas prawdziwym zagrożeniem. Okazuje się, że największym jesteśmy dla siebie my sami.
Powieść czyta się dobrze, akcja dzieje się w czasach współczesnych, w Mexico City. Znajdziemy w niej wszystko, co według badań psychologów pociąga tłumy- miłość, seks, trochę przemocy. Lepiej przeczytać jest książkę, niż obejrzeć film zrealizowany na jej podstawie. Ja dotrwałam chyba tylko do czterdziestej minuty, kiedy zdecydowałam się na seans z ekranizacją, dlatego zdecydowanie nie polecam tej formy oceny historii.
Warto, warto, warto. "Nocny bawół śni o nas".
Pozdrawiam, Karolina.
PS: Nie sugerujcie się godziną, na moim zegarku jest 21:56, a nie krótko po 12. Prawdopodobnie wg mojego blogspota mieszkam w Stanach Zjednoczonych...cóż, może wróży mi dobrą przyszłość.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Książka, która robi sporo bałaganu w głowie, ale warto. Zdecydowanie. Doliczając jeszcze jedną dość istotna kobietę, to już właściwie czworokąt. "Wiesz to, prawda?"
OdpowiedzUsuńod tej pory kocham książki z taniej książki, zawsze można perełki wygrzebać!
Usuń