poniedziałek, 1 października 2012
#2- Marzenie Celta, Mario Vargas Llosa
Zaczynam nietypowo, nie od mocnego strike'a w czytelnika i recenzowania bardzo popularnych ostatnio szwedzkich kryminałów czy kolejnych części "Gry o tron" (spokojnie, jeśli czas i partia pozwolą będzie miejsce i na takie popularności). Nie zaczynam też od książek, które kocham najbardziej- za długo by o nich pisać, jak na pierwszą "poważną" notkę. We wprowadzeniu do bloga wspomniałam, że otrzymacie ode mnie fabularyzowaną powieść biograficzną, zaskakująco wciągającą i dość poruszającą. Chyba, że wiecie już o świecie tyle, że nic nie potrafi Was zaskoczyć bądź zniesmaczyć. Albo po prostu nie lubicie Murzynów, Mulatów i wszelakiej inności. Albo też nie leży Wam trudny język i dużo opisów (również nie jestem fanką prozy a la Orzeszkowa, ale co tu robić, dla dobra ksiażki można się poświęcić). Innymi słowami i przechodząc do meritum, przedstawiam Wam Marzenie Celta peruwiańskiego noblisty Maria Vargasa Llosy.
Autora możecie kojarzyć z "Szelmostw niegrzecznej dziewczynki" czy "Święta Kozła". W zasadzie większość jego twórczości ma wyraźny związek z polityką i dokumentuje obrazy dominacji jednostek, hierarchię władzy czy buntu przeciw reżimom. Południowiec oddaje te klimaty tak dobrze, że w roku 2010 został uhonorowany Nagrodą Nobla za całokształt twórczości. Osobiście twierdzę, że do przyznania tego wyróżnienia bardzo przyczyniła się powyższa pozycja (wydana, notabene, również w 2010).
Tytułowy Celt to nie postać z mitologii i legend, jak mogłoby się wydawać. U Llosy "marzy" ktoś o wiele bardziej nam współczesny- Roger Casement, żyjący na przełomie XIX i XX wieku w Irlandii (wtedy pod panowaniem rządu brytyjskiego) bojownik o prawa człowieka, konsul znany z opublikowania raportów dotyczących wykorzystywania i torturowania czarnoskórych w Kongu oraz Południowców pracujących przy zbieraniu kauczuku w Peru. Odznaczony tytułem szlacheckim, potem pozbawiony go za zdradę Wielkiej Brytanii i kolaborację z Niemcami podczas I wojny światowej. Prawdopodobnie homoseksualista, którego dzienniki zawierające opisy śmiałych scen erotycznych zostały odkryte i upublicznione, by pogrążyć go w oczach konserwatywnych środowisk nacjonalistów irlandzkich; skazany na karę śmierci. Książka stanowi zapis życia Rogera, poczynając od dzieciństwa i kontekstu kulturowego, w którym się wychował, a który wpłynie na jego późniejsze działania na rzecz wyzwolenia Irlandii spod jarzma Korony Brytyjskiej. Seksualny diabeł i zdrajca czy bohater i patriota? Llosa nie udziela na te pytania jednoznacznej odpowiedzi.
Do pozycji peruwiańskiego pisarza możemy się z początku nie przyzwyczaić czy też wręcz zrazić. Napisana jest językiem trudnym, pełnym dawniejszych wyrazów i zwrotów, tekst jest dość monotonnym zapisem, podobnym do notek biograficznych w podręcznikach historycznych, a dialogów nie uświadczamy zbyt wiele. Wystarczy jednak przebrnąć przez kilkadziesiąt pierwszych stron, by dać się porwać fascynującemu i przerażającemu zarazem obrazowi zła, jakie potrafi wyrządzić człowiek bliźniemu. Kongo i Peru zdarzyły się w czasach Casementa naprawdę, a w naszych czasach również je spotykamy, na całym świecie, w Chinach, Syrii, Egipcie, na Białorusi czy w Korei Północnej. Ludzkie okrucieństwo nas otacza. Irlandczyk z powieści Llosy jako jeden z nielicznych sobie współczesnych wytoczył mu walkę i za to chwała. Z drugiej strony medalu widzimy jego słabości, czytamy o przygodach z młodymi chłopcami, wyuzdanym seksie z męskimi prostytutkami czy erotycznych fantazjach Rogera. Patrzymy na zdrajcę obalającego rząd, dzięki któremu się znacznie wzbogacił i dla którego przez wiele lat pracował.
Powieść Peruwiańczyka to majstersztyk gatunku fabularyzowanego dokumentu. Po mistrzowsku i wiernie przedstawia fakty z życia bohatera, dając przy tym pole do popisu fantazji własnej odnośnie niejasnych losów Rogera Casementa. Mnie wciągnęła bardzo, choć nie przypuszczałabym z początku, że właśnie tak się stanie. Podoba mi się podejście autora do opisywanej postaci. Nie ocenia. Nie osądza, nie prosi o to nawet Czytelnika. Daje do myślenia i wielu rzeczy po prostu nie dopowiada.
Mario Vargas Llosa udowadnia nam, że człowieka nie da się zdefiniować i wsadzić do szufladki "czerń" bądź "biel". Przecież nawet księżyc ma swoją ciemną stronę.
Pozdrawiam, Karolina.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Uwielbiam tę książkę. Najbardziej mnie chyba fascynuje fragment kiedy Roger sam przyznaje, że nie jest doskonały, ale nigdy nie zrobił niczego, czego musiałby się wstydzić. Przykro mi, że na ocenę jego postaci tak duży wpływ miał dziennik składający się w większości mimo wszystko jedynie z fantazji. Tam tez jest taka scena, kiedy mówi o tym, że miał przecież duże szanse na wolność, co miało wpływ na zmianę? Dzienniki. Jestem zwolenniczką innego sposobu myślenia, definiują nas w końcu czyny, myślenie i mówienie jest prostsze niż działanie.
OdpowiedzUsuń